poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Mityczne ścieżki poszukiwań. Ku mitoterapii








Słowo mit jest już dość mocno wyświechtanym słowem. Pokuszę się jednak o jego etą definicje. Definicje w nurcie pracy osobistej.
Od kiedy pojawiła się we mnie fascynacja mitami zaczęłam poszukiwać ich zastosowania do pracy ze sobą. I muszę przyznać, że trafiłam na bardzo mglisty temat. Niby pojawiła się rodzima Mitoterapia. Znalazłam też sporo o współczesnej mitologii ale generalnie dopiero pracę Sama Keneta ukazały praktyczne zastosowanie dla tego wielkiego zasobu kulturowego ludzkości. Stworzył on również arkusz do pracy z mitem osobistym, ale mnie to akurat nie przekonało. Postanowiłam wzorując się na pomyśle arkusza wykreować coś innego.
Zresztą bardziej ciągnęło mnie ku pracy z mitami w kontekście ich pierwotnego znaczenia, kiedy to tłumaczyły one ludziom świat, określały tożsamość, wyznaczały istotne momenty przemian. Im dalej w przeszłość tym lepiej i konkretniej określone są role mitu.
Z tego antropologiczno – psychologiczno- ezoterycznego zlepka powstało coś, co odwzorowuje to jak ja z mitami pracuję/definiuje.
W szeroko pojętym definiowaniu mity to skrypty życiowe. Scenariusze życiowe dla nas stworzone które staramy się świadomie czy też częściej nieświadomie realizować niejednokrotnie za wszelką cenę. Na razie pozostawiam kwestie skąd ten skrypt. Skupiając się na jego realizacji. 
Przykład: nasz skrypt mit zakłada że zawsze jestem ta 2, na 2 miejscu. I oto pasmo wydarzeń z mojego życia przebiega mi przed oczami ukazując potwierdzenie tek teorii. Czyżby los? A gdzież tam! Mamy taki a nie inny kryptogram umiemy go na pamięć i realizujemy. Próbujemy swoich sił, kiedy mamy ich najmniej, kiedy moment nam nie sprzyja, kiedy coś na dnie naszej duszy wie jak się to skończy. Przyciągamy jak magnes ludzi i miejsca pokazujące nam nasze 2 miejsce. I walczymy wciąż bezskutecznie o wybicie na pierwsza pozycje. Wewnętrznie jednak jak długo pozostajemy zgodni z naszym wewnętrznym mitem tak długo pierwsze miejsce będzie dla nas nie do osiągnięcia.
Pytanie skąd ten mit nadal wisi w powietrzu. 






Otóż źródła naszych mitów są różne, jak różne są techniki do pracy z nimi.
Jedne z mitów to mity zbiorowe, które dziedziczymy w naszym kodzie energetycznym. Są to poza świadome przekonania warunkujące nasze zachowanie, bardzo trudno je zidentyfikować i rozpracować na innej niż mityczna płaszczyźnie. Częściowo na tym poziomie pracuje się technikami konstelacji rodzinnych. Sam Hellinger powiedział kiedyś, że żyjemy w cieniu naszych przodków. Trafiając tym w samo sedno. Mroczna przeszłość, wojny, strach, głód, mamy nadal w sobie zakodowane. Wiele też w temacie czarownictwa  zostało kobietom do przerobienia obciążonym brzemieniem wspomnień przenoszonych w ciele, w kodzie energetycznym DNA lub po przodkiniach. 
Kolejne to mity rodzinne dziedziczone po bezpośrednich przodkach. Mity, jakimi nas karmią wraz z kaszką manną naszą pierwszą łyżeczką w wysokim krzesełku. Mity na temat życia, niezrealizowane historie rodziców na nas wy - projektowane. Mity sukcesu bądź porażki. Nie są to te historie, jakie dziedziczymy karmicznie, ale te które dziedziczymy jako przekonania rodzinne z nich w większości piszemy nasze mityczne role. Dalej idąc mity społeczne, w jakich przyszło Nam żyć. Ciasne ramy tego, co jest dobrze postrzegane. Jakie ciało, pozycja społeczna, ubiór, rola. Nasza mała persona, za jaką kuląc się staramy zmieścić cali.







My sami również jesteśmy aktywnymi kreatorami Naszych scenariuszy. Poprzez ślubowania, jakie sobie składamy po wchodzenie w energetykę mitu, jaki nas porwie.
Tu jest cienka granica między kulturowym a archetypowym. W różnych momentach naszego życia różne mity nas porywają. Różne postacie mityczne przejmują główną role. Jest etap bycia matką – Demeter, kiedy kochamy pochłania nas bez reszty archetyp Wenus. Itd.
Nasza osobowość nie jest monolitem składa się z kilku archetypów niejednokrotnie sprzecznych ze sobą, które postaciami archetypowymi nazwać można. Choć zwie je jeszcze subosobowościami. To nasz osobisty swoisty Olimp, różne aspekty nas samych zmieniające się jak w kalejdoskopie u szczytu stołu gdzie dostają swoje prawo do głosu.

Tak tym są dla mnie mity, staram się lawirować pomiędzy tymi poziomami i odnajdywać jako taką równowagę. Więcej o pracy z mitem osobistym niebawem. 

 



wtorek, 1 kwietnia 2014

O tym co w ciele zaklęte



czyli

Dlaczego potrzebna jest praca z ciałem?





Wiele terapii rozpoczyna się i kończy na poziomie głowy. Poziom otwarcia się opowiedzenia, zrozumienia tego co się zadziewa w życiu jest oczywiście bardzo wartościowy. Z reguły w tym miejscu rozpoczyna się nasze panowanie nad swoi życiem, próba ogarnięcia.
Jednak – co z ciałem, które też ma swoje historie do opowiedzenia, potrzebuje być wysłuchane? Uzdrowione? Słowa leczą głowę uzdrawiają niewątpliwie, ale pamięć ciała to kolejny krok. Uzdrowienie wspomnień rozpoczęte na poziomie głowy – wart zawsze kontynuować na poziomie ciała. Co więcej niektóre rzeczy tylko ciało pamięta, głowa nie ma kontaktu z tym zupełnie. A pomimo to zakodowane wspomnienia, emocje działają na nas tym bardziej, że nieświadomie. Powodują naszymi reakcjami, sabotażami,







Brak kontaktu z ciałem i z tym, co się w nim zadziewa powoli sprawia, że myślimy, kontrolujemy i działamy ale ceną za to jest coraz mniejszy obszar, na jakim możemy się poruszać – pomimo wprowadzania zmian czujemy się coraz bardziej niezadowolone, efekty mijają albo nie pojawiają się wcale. To oznacza, że pracujemy już tylko na mapie w naszej głowie a nie w realnym świecie. Mieszkając, bowiem w swojej głowie mamy kontakt z wizją konceptem, ale nie żywym doświadczeniem a- tylko tu można zmianę wprowadzić.

Im bardziej się odetniemy tym trudniej znaleźć źródło swoich problemów, wejść w kontakt z ogromem emocji, jaki temu towarzyszy. Im dłużej trwa taka sytuacja tym większy lęk budzi potem kontakt z tym co odcięte.

I tak przez odcięcie tracimy:
- Poczucie bezpieczeństwa,
- Kontakt z naszymi prawdziwymi emocjami – zamiast tego bardzo bazujemy na odczuciach otoczenia, innych osób,
- Podobnie jest z potrzebami, chęciami, te również mogą być mocną projekcją na to, co kulturowo zachęcające i akceptowane.
- Brak akceptacji dla ciała jego słabości, niedociągnięć. Staje się ono czymś a nie kimś, na co patrzymy oczami innych na około.
- Za odcięciem od niechcianych emocji, stłumionych w brzuchu idzie sztywność ciała mechaniczne zachowania, ale również odcięcie od swoich kreatywnych źródeł, mocy regeneracji, intuicji, potencjałów.
- Zmniejsza się możliwość odczuwania prawdziwej zmysłowej przyjemności – czerpanej z każdego zmysłu. Zamiast tego zaczyna się chwilowe zaspokajanie zachcianek, z częstymi stanami pustki.
- Pomimo odcięcia emocje w końcu nas dotykają – tyle że teraz jest to niespodziewane i wydawało by się nieadekwatne do czasu / sytuacji. To częsty moment, kiedy zaczynamy szukać terapii.
- Czasami efektem odcięcia od ciała jest apatia zmęczenie obniżone samopoczucie, problemy z zajściem w ciąże, depresja, choroby fizyczne.





Wyłączenie głowy – uruchamia czasem uzdrawianie w ciele, (pomyśl o zabiegu akupunktury kiedy po wbiciu igły znika często czucie w danym obszarze ciała – głowa już nie kontroluje – zaczęło się uzdrawianie).
Umożliwia otwarcie na świat – zaufanie, im bardziej się osadzamy w sobie tym większe bezpieczeństwo się buduje.
Bycie w ciele to również – uwaga skierowana na tu i teraz.
Większa wrażliwość dla siebie – przyzwolenie na słabość, delikatność a to za sobą często niesie niesamowicie zwiększenie skali odczuć emocji wrażliwości.
Z czasem zamieszkanie ciała skutkuje odczuwaniem go od wnętrza – i tu zaczyna się prawdziwe piękno – emanacja, naturalność ruchu, miękkość. Powrót do cykli.
Obudzenie instynktów.  
Nadmienione tu elementy w wielu przypadkach dotyczą kobiecej ścieżki zamieszkania w ciele. Przejścia drogi od głowy do bioder – niewielki odcinek – wielu z nas zajmuje całe lata Więcej o macach kobiecych w ciele zaklętych, o cyklach i ścieżce kobiet tutaj: http://www.mitycznaprzestrzen.pl/duchowosckobiet.html

czwartek, 27 marca 2014

Rugia kraina ptasich Bogiń, klifów oraz słowiańskich pieśni co w duszy grają










Rugia - wyspa Bogiń, Avalon słowiańszczyzny. Sam jej kształt ukazuje kobietę ze skrzydłami, lub w sukni z szerokimi rękawami. Czytam kolejne materiały - o troistej bogini, mity o Bogini Hercie, opisy pięknej przyrody. Zapada decyzja - razem z Justyną decydujemy się robić warsztat. I jej i mi wyspa się śni od jakiegoś czasu. Wiosna mija na burzy mózgów, planowaniu zajęć, poszukiwaniu noclegów itd. I tu niesamowite prowadzenie. Znajdujemy nocleg w miejscu jak się potem okaże, nieprzypadkowym ale o tym za chwilę.






Wyprawa rusza z Wrocławia. Ferwor na dworcu, wiele bagażu, w pośpiechu wsiadamy. Już prawie ruszamy, kiedy odkrywam że nie ma mojego plecaka - a w nim miałam materiały do pracy, pieniądze na wyprawę, aparat, dokumenty. Biegnę na peron pełny ludzi - i jest stoi nieruszony - dzięki Ci o wielka, że zadbałaś o to byśmy dotarły do Ciebie bez komplikacji. Resztę podroży mija nam na wyłanianiu się tematów, które okażą się ważne przez ten najbliższy tydzień. Wreszcie docieramy.





Glowe-Bobbin - Głowa / Baba. Już sama nazwa niesie echa historii. Na zabytki materialne czy też zaklęte w nazwie natykać się będziemy od teraz, co krok. Miejsce to zbudowane jest naokoło wzgórza, na którym znajduje się najprawdopodobniej najstarszy kościół na wyspie. A wzgórze to przyciąga nas nieustannie. Staje się miejscem codziennych spacerów. Medytacji, zasilenia energią. Odsłonięcia zasłon czasu. Każdej z nas niesie inny dar. Mieszkamy, bowiem w miejscu mocy. Miejscu gdzie czczone były Boginie. Tu musiały odbywać się ważne święta. Znajduje, bowiem opis o wielości pielgrzymek, jakie przybywały w to miejsce. Nie dziwi nas już usytuowanie kościoła. Nawet jego dziwnie przesunięta brama, by wejście znalazło się w miejscu energetycznym staje się dla nas jasne. Sama miejscowość klimatycznie rozciąga się naokoło wzgórza – w postaci zadbanych kolorowych domów krytych strzechą. 











Z nakładaniem się religii spotykamy się wielokrotnie - w innych kościołach znajdujemy chrzcielnice ozdabiane twarzami słowiańskich bóstw, Kamienie czczone na wyspie są wmurowywane w ściany kościoła. A nasz Swaróg (prawdopodobnie) jeden z, niewielu jaki się uchował znalazł swoje miejsce w pomieszczeniu kościelnym ukryty z dala od wiernych świadomych tam jego bytności. Został wmurowany w ścianę w pozycji poziomej by ująć mu mocy. Ukazać jego słabnącą pozycje religijną. Ja choć na zdjęciu przywracam go do oryginalnej pozycji.








Wyspa ta ma wiele słowiańskich pamiątek. Tu znajdowała się największa świątynia słowiańszczyzny Arcona. Ale nas inny głos przywołał. Głos Bogiń – nieważne, jakiego pochodzenia, kultury. Miejsca mocy i energie tu zawarte. Magia wyspy i procesy na niej się dziejące. Wyprawa do Arcony a następnie do Witt - Białej wioski uruchomiła wiele z nieświadome się dziejących scenariuszy. W miejscu mocy transformującej znikają maski. Zaczyna się bycie w konfrontacji, w relacji naprawdę. Grupa przechodzi przemianę, rozbicie, i wreszcie ponowne zjednoczenie, ale już oczyszczona z kulturowych należności i konwenansów. To był niesamowity dzień. Cała przyroda wyrażała nasz klimat wewnętrzny/ Gwałtowne fale na morzu,, wicher, deszcz. Ta cześć wyspy niesie transformacje, daje moc bycia sobą. Odsłania to, co do uzdrowienia i przemiany. Dlatego tą wycieczką rozpoczynamy. 









Łabędź jest najważniejszym ptakiem mitologicznym tej wyspy. To ptak duszy. Towarzysz białej bogini. Wędruje on od świata żywych do świata zmarłych nosząc wieści.
Prowadzi dusze na ten świat i je odprowadza. Jest przewodnikiem dusz, również wtedy, gdy się zagubią. Wyruszamy pod kamienie łabędzie zatańczyć taniec łabędzia. Kamienie te tkwią w wodzie niedaleko brzegu. Jest ich kilka. Jedno z podań mówi, iż były to miejsca gdzie łabędź przynosił dzieci z zaświatów. Stąd też dusze odchodzących zabierał. Jako przewodnik pomiędzy zaświatami. W naszej kulturze role te potem przejął Bocian. Łabędzi kamień znajduje się poza zasięgiem cienia, jaki rzuca klif, pod jakim stoimy. Daje to efekt jak by stał i świecił w wodzie na złoty kolor. Za nami biały klif przed nami lustro wody. Rozpoczynają się tańce. 




W trakcie tańca pojawia się kilkoro turystów przemykają szybko. Jedna z nich ściąga wzrokiem krąg - pojawia się iskra porozumienia po chwili Kobieta dołącza i odnajduje rytm tańca. Kolejny temat dla Nas został dzięki temu symbolicznie uzdrowiony. Znów chwila magii. A przede mną kolejna. Grupa odchodzi ja siedzę na brzegu obserwuje blask pełzający na kamieniu nagle zaczynają nadpływać łabędzie. Nie wiem czy to miejsce jest ich czy też ściągnął je taniec. Widzę ich około setki. Ledwie udaje mi się złapać za aparat z wrażenia. 







Ptasia Bogini Kobieta ptak. Kobieta z atrybutami ptasimi bądź mająca moc przemiany w postać tego zwierzęcia. To powszechnie występująca w wielu kulturach i miejscach wersja Bogini. Wiąże się to z bogata symboliką i mitologią. Wokoło owej przemiany jak i symboli jakie dany ptak reprezentował. Tu na wyspie królują Łabędzie, żurawie oraz Kruki. Kruk to ptak Bogini Herty - jej jezioro znajduje się niedaleko od klifów w lesie. Siedzę i myślę o tym miejscu, o jej rodowodzie nie do końca jasnym. Nagle słyszę szelest skrzydeł. I obok mnie ląduje wielki kruk. Patrzymy sobie w oczy on się przysuwa. Nie boi, nie odlatuje. Tylko patrzy na mnie i czeka aż pojmę że nie ważna terminologia, ale emanacja a ta jak widać nadal jest tu żywa od wieków. Jak i odwieczne lasy które skrywają te wszystkie skarby. Jak i odwieczne klify które czarują swym pięknem, ale i umożliwiają nam piękną prace tu na plaży jednamy się ze swoimi cyklami, wzmacniamy swe kobiece moce. I wszędzie gdzie się da tańczymy i tańczymy dzięki Justynie naszej tanecznej przewodniczce. 




Koenigsstuhl, czyli po polsku tron to największa skała kredowa (108 m n.p.m). Tron Bogini. Znajduje się on w parku narodowym Jasmund. 






 Spacerujemy wzdłuż klifów każda pogrążona we własnej pracy, myślach, procesach. Idę i ja podziwiając kolejne kamienie z morza się wyłaniające, chłonąc każdy widok - odczuwam ciepło jak by ktoś prowadził mnie za rękę. Ta część wyspy ma działanie odradzające, integrujące. Czuję się przemieniona po tych wszystkich rzeczach, jakie mnie tu spotkały. Po pracy z uczestniczkami warsztatów, po ceremoniach, tu poprowadzonych. Wielu historiach, jakie opowiadałyśmy. W tym miejscu mam poczucie, że jakiś etap już się domknął. Czas nowego. Tu w tych klifach zapisana jest energia początku. Idea czekająca na przetworzenie. Wszechmoc czekająca na nadanie jej kształtu i kierunku. Cieszę się tym nie ograniczeniem. Ociągam się z odejściem. Wybraniem kierunku. Teraz czeka mnie droga na samą górę klifu.




Na koniec wyprawy wracamy do czasu początku. Do miasta, z którego odbywały się rytualne przeprawy na wyspę. Miejsce to musiało być znaczące, gdyż dziś jest mocno naznaczone wielością kościołów. Strzałów - to jego oryginalna nazwa - nowa jakoś mi nie pasuje, myli mi się. Pozostaje w nas smutek, że to już, że Rugia pozostała za nami. Koniec wspólnych posiłków, tańców, zajęć, warsztatów, plażowania i śpiewów do białego rana jak na kobiece hulanki przystało pojawia się piękna pieśń erotyczna sprzed wieków. Na Rugii u długo panował zwyczaj kobiecych hulanek. Zwyczaj zabaw dla kobiet organizowanych na cześć kultu bogini. Związany z żywiołem wody. Kobiety organizowały wtedy Kilkudniowe święto tańczyły, panowała wielka swoboda seksualna. Wszystko to nadal jest w Nas żywe kiedy spacerujemy po mieście w poczuciu bliskości i połączone wspólnymi przygodami i przemianami. 







Miasto to niczym rytuał przejścia - przeprowadza nas przez kolejne epoki. Przywołuje z prawieków do współczesności.  Na koniec wybieramy się do Anny Samotrzeciej. Pięknego posągu który na moje oko bardziej przypomina wielkie kapłanki niż chrześcijanki wizerunek Matki Boskiej. Opis głosi iż jest to Anna Maryja i dzieciątko Jezus. My jednak stoimy przed obliczem posągu trzech Bogiń. Każda to czuje, milkniemy. Jest w tym posągu coś czego nie da się słowami opisać. Znajduję niewiele wzmianek o nim. Jedna z nich głosi iż jest starszy niż kościół w jakim się znajduje. Ciekawe gdzie stał wcześniej. Patrze raz jeszcze - nie nieważne - ważne jest to co płynie. I to pozostało ze mną aż do dziś. Dzięki magiczna kraino, za ukazanie swych tajemnic. Za prowadzenie i przemianę.


 




piątek, 7 lutego 2014

Sesje indywidualne - czyli czym ty się tak naprawdę zajmujesz?







To pytanie nieodmiennie wywołuje u mnie pustkę w głowie - jak jednym zdaniem oddać sens tego co jest moją drogą. Jak nie ugrzęznąć  meandrach mętnych wypowiedzi o samopoznaniu, rozwoju itd. 
To co robię jest częścią mnie, może dlatego tak trudno o tym mówić - się tak uzewnętrzniać. Metoda dorastała wraz ze mną. Była odpowiedzią na osobiste poszukiwania. Potrzebę nadania sensu. Sięgnięcia głębiej. Odzewem na tęsknotę duszy za czymś no mitycznym, archaicznym. Kolejne elementy układanki powoli znalazły się na miejscu. Postał z tego cykl spotkań: o dorastaniu, przechodzeniu kolejnych etapów ku dorosłości i integrowaniu tego co po drodze na tej ścieżce nie zostało wzięte. O dorastaniu, zamieszkiwaniu ciała, poszukiwaniu mitu. Och - ale po kolei. 


                                                                   Pierwsza sesja


Pierwsza sesja rozpoczyna się zazwyczaj od kosmogramu ( horoskopu wykreślonego na podstawie daty, godziny i miejsca urodzenia). By znaleźć więcej zrozumienia dla siebie. Odpowiedzieć na pytanie kim jestem/czego chcę.

Jednym z mitów astrologicznych jest postrzeganie kosmogramu jak „szufladkowania”.  Mam często wrażenie że jest odwrotnie, często sami zamykamy się na niewielu z możliwych sposobów funkcjonowania, nie wiedząc że mamy dużo więcej ścieżek do wyboru Czasem nie odważamy się sięgać po potencjały nam dane. Wątpiąc czy jeśli wyciągniemy w ten mrok rękę to na pewno dotkniemy złota? Kosmorgram często poszerza przestrzeń, ukazując Ne możliwości. Pomaga mierzy ć się z czymś co nas blokuje, uwiera. Ułatwia skomunikowanie sprzeczne aspekty naszej osobowości. Czasami bycie pomiędzy tymi dwoma stanami wywołuje napięcie wewnętrzne. Poczucie rozdarcia lub nieustanne przerzucanie z jednego stanu w drugi. Od euforii rozrostowi ku zastygnięciu zwątpieniu i przyblokowaniu. Kosmograf pomaga rozpoznać oba bieguny niwelując napięcie.

I wreszcie to przestrzeń na poszukiwanie odpowiedzi. Ukazuje nasze schematy, przekonania. Pomaga zrozumieć siebie. Odkryć na nowo. Jest jak rytuał przejścia – pomaga wejść na nowy poziom swego istnienia, działania.

Dopiero po pierwszej sesji ustalamy cele dalszej pracy. Cele sesji ustalamy na krótkoterminowe – jeden konkretny problem, lub długoterminowe – służące rozwinięciu potencjałów, sięgnięciu po swój mit życiowy. O dalszym wędrowaniu w kolejnym tekście

środa, 5 lutego 2014

Zaglądając za podszewkę



Z pod jakiego jesteś znaku?






Świadomość własnego znaku zodiaku posiada w zasadzie każdy człowiek. Co naprawdę on dla nas znaczy? Niektórzy będą się nim posługiwać jak danymi personalnymi, wymieniać go przy okazji każdego spotkania. Inni nie wyjdą nigdy poza wiedzę, że rodząc się w danym miesiącu, mają przypisany do tego miesiąca znak barana, byka, bliźniąt itp. W ostatnich latach znacznie nasiliła się moda na ezoterykę, w tym i na sztuki mantyczne.
Rynek zalała fala książek, czasopism. Nie ma w zasadzie czasopisma, które nie miałoby strony poświęconej astrologii. Obecnie nawet w programie telewizyjnym dołączany jest kącik horoskopów. Również w radiu emituje się programy z prognozami astrologicznymi na najbliższy tydzień. A w przerwie pomiędzy reklamami pasty do zębów, i kolejnego proszku do prania pojawia się pani informująca nas o możliwościach poprawy naszego losu i chęci odpowiedzi na nurtujące nas pytania, wystarczy tylko zadzwonić na podany numer.
   Wszystko to dzieje się w kraju, w którym do czytania horoskopów nie przyznaje się nikt. Ogólnie wiadomo, że horoskopy się czyta - wiele gazet ma kącik astrologiczny, bo z ich badań rynku wnika, że od przejrzenia własnego horoskopu wiele osób rozpoczyna lekturę ich pisma. Według sondaży CBOS -U ponad połowa Polaków czyta horoskopy gazetowe.
Czytamy, ale tak by nikt nie widział. To jak z polskimi tele - nowelami oglądalność rośnie, ale ich też nikt nie ogląda. Fenomen społeczny 50 procent Polaków czyta - ale to ogółem a pojedynczy Kowalski? O co to, to nie!.
Dlaczego nie? Bo to by znaczyło, że wierzy, że zabobonny jest. A przecież to bajki dla naiwnych. Tych, co im się nie udało. A przecież Nasz kowalski naiwny nie jest. Radzić się już innych nie musi. Bo radzi sobie sam. Nie czytanie horoskopów świadczy jakoby o wyższej inteligencji,  panowaniu nad własnym życiem. Generalnie nie należy do dobrego tonu i basta!
 Horoskopy są dla ciemnoty a naród ciemny nie jest.
I słusznie, bo czymże jest horoskop gazetowy? Zlepkiem zdań o wielkim prawdopodobieństwie. Prosty przepis na spełniający się horoskop  - Umieszczamy coś o lepszej i gorszej kondycji fizycznej czy emocjonalnej. Dodajemy lekkie zamieszanie w relacjach - wielce prawdopodobne, że się zdarzy. Jakąś niespodziewaną wiadomość -  w końcu czegoś zawsze się dowiadujemy. Przyprawiamy Szansą na zabłyśnięcie w pracy a nuż się uda? I koniecznie - dla samotnych okazja na intrygującą znajomość. Ryzykowne, ale poprawia humor. Taka mieszanina powstaje na biurku tego z dziennikarzy, który najczęściej do pracy się spóźniał. Albo z innych względów podpadł szefowi. 



Wyjątek stanowią tu horoskopy przygotowywane przez astrologów na prośbę czasopisma. Wtedy to mamy do czynienia z opisem układu planet dla danego znaku zodiaku wraz z tendencjami, jakie układy te mogą powodować. Zauważalna jest różnica – już nie jest to fatalistyczna wróżba – ( procentowo udowodniono wielokrotnie, że złe wróżby lepiej się spełniają na zasadzie samo spełniającej się wyroczni). Już nie są to konkretne zdarzenia najczęściej się realizujące w codziennym życiu. Opisy przygotowane przez astrologów to nie gotowy scenariusz a jednie tło, – na którym rozegrają są nasze własne scenariusze tłem są stany emocjonalne, napięcia, obniżki bądź zwyżki formy. Tło to powstaje dzięki wędrówce planet po nieboskłonie. Jednak czy to działa? Czy się sprawdza horoskop dla znaku zodiaku a nie przygotowany na indywidualne zamówienie? Ba czy ten wydruk szykowny – pełen tajemniczych symboli - zrobiony dla konkretnej osoby działa? Aha – zapędzam się na grząski grunt. Ta podszewka ma drugie dno. Szlak wiedzie od czytelników gazetowych przepowiedni, poprzez klientele wszelakich wróżek, aż do biurka astrologa. Zdziwicie się nie jest to miejsce gdzie siedzi czarny kot, (choć kot niewykluczony u jego miłośników) obok szklanej kuli. Blat nie jest zasypany stosami wymalowanych symboli mistycznych. A rozmowa nie przebiega przy blasku świec. O dziwo biurko to nie różni się wiele od biurka owego dziennikarza, co to za kolejne spóźnienie zlepia pieczołowicie kolejny horoskop na najbliższy tydzień. Znajduje się na nim laptop, bądź komputer, tyle. Pomijając szczegóły takiego spotkania - wracam do pytania, które zadaje sobie każdy, kto choć raz spojrzał w horoskop. Kto rozpoczyna czytanie prasy od wróżby – czy astrologia działa? Czy znak zodiaku, pod jakim się rodzę determinuje moje życie, moje przyszłe losy? Czy określa momenty rozpoczęcia nowej pracy, związku, kłótni z teściową? Hola hola wracamy na grunt pewniejszy – astrologii gazetowej – mówiącej o tym by uważać na słowa w rozmowie z koleżanką, nie pożyczaniu parasola sąsiadce, możliwej udanej imprezie i wszystkim tym, co podpowiada fantazja dziennikarska. Czy to się sprawdza? Hmm zamieniła bym to pytanie w mnie osobiście bardziej interesujące –  co z tymi 50 procentami, które Nam się ostają? Jak tłumaczymy tak duże zainteresowanie przepowiedniami gazetowymi? Na pomoc przychodzi myślenie magiczne - Nomen - omen, co jak się sprawdzi? Przeczytać nie zaszkodzi w końcu nikt o tym wiedzieć nie musi. A co głębiej? Niezmiennym pozostaje ciekawość tego, co będzie. Tego, co niesie nieznane jutro. Poszukiwanie kierunku, rady, wsparcia. Prognozujemy kursy walut, pogodę, rozwój gospodarki czy ekonomii, badając geny dziecka przewidujemy jego przyszłe problemy zdrowotne oraz predyspozycje. Prognozować pragniemy również nasz los. 



Myśl ludzka od najdawniejszych czasów stawała wobec wielkiej niewiadomej, jaką stanowiły dla człowieka jego przyszłe losy. Od zawsze starano się interpretować znaki, jakie człowiekowi mogą zsyłać bogowie. W czasach, kiedy człowiek nie wykształcił jeszcze sposobów poznawania przyszłości, za wróżebne uznawano szczególnie te znaki, które pojawiały się na niebie. Mogły to być komety, zaćmienia słońca, meteory, burze o niezwykłych wyładowaniach atmosferycznych i inne niecodzienne zjawiska. „Tylko patrząc spokojnie w przyszłość, można cieszyć się teraźniejszością, można być szczęśliwym z ciężkim dziś, ale nie z groźnym jutrem.” [1] Groźnym - czyli nie poznanym. Wiadomo to, co znane, oswojone lepsze od nieznanego obcego niewiadomego. Dalej wyliczając przepowiednie czytamy ku pokrzepieniu – a nuż wreszcie los się odwróci – wreszcie sprawi, że będę szczęśliwa/y. A los jak to los - Bogini losu Temida opaskę nosi – nie, dlatego że ślepa – ale dlatego by patrzeć do środka nie kierować się emocjami subiektywnymi wyborami ale prawem i porządkiem jakiemu los podlega. Cóż przekuwa się to na nasze swojskie - Jak sobie pościelisz tak się wyśpisz. Tu znów wchodzę i utykam w gąszczu pojęć; wolnej woli, determinanty losowej, karmy, darmy. A miało być tak prosto. Tymczasem wciąż się osmykam w głębsze znaczenia.  Wątek chce zmierzać w kilka kierunków na raz. A lista pytań w szybkim tempie się pisze. Jednocześnie nie ma prostych i jasnych odpowiedzi na owe pytania. Nie ma gotowych recept, tak jak nie ma jednej rzeczywistości. To, co dla jednego będzie wartościowe, dla innego będzie czczym gadaniem. Definicja? Każda rzecz ma wiele definicji niektóre wzajemnie się wykluczają. A rzecz to materia, coś by się wydawało uchwytnego, prostego w opisie. Ale spytaj dwóch różnych osób, co widzą a zdziwisz się jak różne są ich percepcje. A co dopiero mówić, kiedy wchodzimy na kolejny poziom dotkamy teorii, duchowości, filozofii. Tu niczym z pra - oceanu wynurzają się, nabierają na chwilę formy i znikają ponownie kolejne definicje. Ulotne jak to, co opisują. 



Więc?
Nie mnie osądzać. Ja Wybieram własny szlak – odrzucam gotowe recepty, wciąż wędruje w poszukiwaniu głębszych znaczeń. Nie znam jeszcze odpowiedzi na wszystkie pytania, ale wciąż ich poszukuje. Czy astrologia działa? Pytacie mnie? Nie da się udzielić uzasadnionej odpowiedzi na to pytanie bez wprowadzenia, choć by w tematykę czym astrologia jest. Bo na pewno nie jest jednostronną rubryką na stronie kolorowego czasopisma.
O jej wartości nie stanowią kolorowe znaki zodiaku przyciągające oko. Ani zgrabne opisy przy nich umieszczone. Skąd wiem jak wgląda takowa rubryka? Do której czytania nikt się nie przyznaje a wygląda na to, że czytuje ją połowa polskiego społeczeństwa?
 Więc ja publicznie się przyznaję - czytam horoskopy - jak mam okazję. Bo są zabawne, poprawiają mi nastrój.  Ba – idąc dalej w tym wyznaniu sama Horoskopy układam - nigdy za karę – ale jako astrolog. Nie takie gazetowe – takie indywidualne – stworzone na podstawie godziny i daty urodzenia. Jest wiele definicji tego, czym astrologia jest. Wiele uzasadnień, dlaczego działa oraz jak. Dla mnie jest to piękny spójny system symboliczny. Ukazujący pewną cykliczność ludzkiego losu. To gra znaczeń i mitów poukrywanych w  kosmografie ( układ planet wyznaczony na datę i godzinę urodzenia osoby). To wyzwanie do wiecznego poszukiwania poznawania zgłębiania. 


Prawd jest wiele każdy ma własną nie pokuszę się o ogólnikowe definiowanie i odpowiedź jedną dobrą dla wszystkich.
Mogę za to zrobić coś innego – odmityzować Astrologię, co też niniejszym czynię.
Wiemy już, że astrolog to nie mityczne zwierzę, co to w powłóczystej szacie na szczycie szklanej góry mieszka i z gwiazd wróży. Ja osobiście nie gustuje również w okultystycznej biżuterii ani wyszukanych fryzurach. Astrologia to dziedzina, która wiele poświęcenia wymaga, lata całe na czytanie i poznawanie. Większość astrologów to osoby wykształcone. Inteligentne. A kto korzysta z usług tak wykształconego doradcy ano drugi wykształcony człowiek. Tu moje doświadczenie i statystyki mówią jednym głosem – większa część osób czytających horoskopy bądź korzystająca z usług astrologa to osoby z wyższym wykształceniem. 
Więc to nie ciemny naród o przyszłość dopytuje. A astrologia gazetowa okazuje się tylko czubkiem ukrytej pod powierzchnią góry lodowej – stanowiącej symboliczne odwzorowanie tego, czym jest dywinacja (czyli sztuka wróżebna) jaka jest i jaka była jej rola.
A drugie dno? Jest jak zawsze. Tylko skrywa się pomiędzy tym co nazwane a tym co odczuwane. Tym, co można napisać a Tym co doświadczyć trzeba na własnej skórze.
Tym, co nasi przodkowie mądrze magią zwali – wywodząc ją od bogów. Nie wiadomo, dlaczego działa, ale działa i to jest najważniejsze.

Ania





[1] Bańko H., 1977, Przeciw szokowi przyszłości, Katowice, s. 108.

niedziela, 20 października 2013

Wyprawa dla Kobiet






Zaprasza na Wyprawę dla Kobiet



Magiczna Kreta i Santorin

"Narodziny Bogini" 




maj - czerwiec 2014 



Kim jest Bogini? To kobieta – zamieszkująca swoje ciało, poszukująca głębszych sensów w tym, co ją spotyka. Kobieta miotana emocjami, ale nie uciekająca od nich. Kierująca się mądrością ciała. Żyje w zgodzie z rytmem ciała i kosmosu, zna cykle natury i współdziała z nimi. Jej dusza jest pełna, celebruje swoje święta, zna potrzebne rytuały. Wchodzi  związki spełniona gdyż wszystko czego jej potrzeba dała sobie już sama. Poszukuje harmonii radości i spełnienia. Jej życie napełnia się pasją. 



Dla kogo są te warsztaty:


Dla kobiet aktywnych, pragnących połączyć zwiedzanie i pracę ze sobą w jednym

Poszukiwaczek przygód

Lubiących wyzwania i nieszablonowe zwiedzanie

Dla poszukujących głębszego sensu w tym, co je spotyka

Wędrowniczek pragnących wejść na ścieżki swego ciała, emocji w nich zaklętych

Tych, które utknęły w martwym punkcie swego życia poszukujących nowej bardziej kreatywnej ścieżki życiowej

Chcących wyrazić swoje potencjały rozwinąć nowe możliwości działania i realizacji

♀ Kobiet pragnących stworzyć związek partnerski

♀ Gotowych do nauki myślenia o samej sobie, dawania i troszczenia się o siebie

Dla chętnych by poznać nowe narzędzia do pracy ze sobą

Kobiet – bogiń poszukujących swoich cykli i rytuałów

Poszukujących magii i spełnienia w życiu




 




Podróż to proces, wędrówka spiralnymi drogami labiryntu pozwala na odkrycie w nas tego, co do tej pory było nam nieznane co jedyni mogłyśmy przeczuwać z drugiej pozwala zostawić za sobą to co zbędne




Kreta - to największa wyspa grecka. Pięknem krety zachwycał się słynny poeta Homer. To mityczna kraina – tu Dedal zbudował swój słynny labirynt. Miejsce gdzie mieszkał Minotaur – dla jednych potwór dla innych strażnik świętego miejsca i świętych tajemnic. Z wyspy pochodzi Dionizos – Bóg radości zabawy, winnej latorośli. To miejsce kultu wielkiej bogini – Matki, Pani zwierząt, wężowej Pani. Stąd wywodzą się wielkie misteria. To kraina kapłanek tworzących piękną kulturę minojską. Propagującą radość, odrodzenie, cykliczność. To dom Pani Labiryntu. Ariadny. Wszystkie znamy tę historię o strażniczce labiryntu – ale czy wiemy co dla nas kobiet ta historia może oznaczać?



By narodzić się na nowo wyruszymy do krainy kapłanek i bogiń. Kraju kultury celebrującej radość i życie. Miejsca gdzie można nauczyć się przyjemności, sięgnąć do pradawnych mądrości bogiń i poznać nasze kobiece archetypy.

Niczym Ariadna przejdziemy po labiryncie naszych osobowości – bogiń strażniczek i opiekunek. Poszukamy źródeł mocy i uwolnimy to, co zbędne. Poznamy naszą osobistą ścieżkę realizacji prowadząca do naszych źródeł mocy i jestestwa. Będziemy się bawić, poszukiwać, otwierać na piękno, kreować, schodzić w głębie naszych ciał - rozgościmy się w nich wygodnie. Podążymy śladami danych kultów, postaramy się zajrzeć za zasłonę czasu i sięgnąć do pradawnych tradycji, rytuałów by napełnić naszą duszę.



Santorin – dawna nazwa tej wysepki to Kalilisto – piękna – i taka właśnie jest współczesna Tiara. To najpiękniejsza wyspa w Grecji. Piękno architektury współgra z krajobrazem. Wielu upatruje Tu pozostałości mitycznej krainy Atlantydy. Bogata kultura wyspy zniszczona została przez wybuch wulkanu. Dziś nadal jest on aktywny – można go podziwiać i korzystać z kąpieli w gorących źródłach.


Tu można pobyć ze sobą, nacieszyć się ciepłem wulkanicznej wyspy. Tu cieszyć się będziemy pięknem, poszukiwać go w sobie, w różnych aspektach. Uczyć się osadzania w ciele. Staniemy się smakoszami życia. Będziemy delektować lokalnymi smakami, chłonąć klimat wyspy.





W programie min:

- wyprawy do świątyń i pałaców
- spacer po ruinach starożytnego Akrotirii pochłoniętego przez wulkan
- zwiedzanie starówki w Chanii i Retimno
- wyprawy na plaże
- muzea
- wędrówkę do jaskiń
- warsztaty z boginiami
- zapoznanie z historią i kulturą Krety
- czas wolny na: spacery, zakupy, plażowanie



W ramach warsztatów:

- rozgościmy się w ciałach, poznamy własne rytmy, uwolnimy ogień w Naszych biodrach

- znajdziemy ukryte źródła potencjałów i kreatywności na dnie naszego brzucha

- poczujemy się dobrze ze sobą, ciałem, kobiecością, seksualnością

- popracujemy metodą konstelacji by uzdrowić nasze relacje

- poznamy rytuały i ceremonie kobiece

- odnajdziemy nasz mit osobisty i zmienimy go zgodnie z potrzebami

- wykreujemy nowe ścieżki życia

- rozpoczniemy dialog z wewnętrznymi  cząstkami nas
 uzdrawiamy przeszłość 
- uwolnimy blokady, szkodliwe przekonania 
- poznamy nasze kobiece archetypy




Będziemy bawić się, poznawać, zagłębiać w swoim ciele, dążyć do dobrostanu. Odpoczywać, medytować na plaży. By potem ruszyć aktywnie na dalsza wędrówkę. Tańczyć, jeść, czasem nic nie robić. Napełnimy się wzajemnie kobiecą energią. By towarzyszyła nam na resztę roku.

 




Dzięki udziałowi w zajęciach:


• zwiedzimy dwie piękne greckie wyspy
• zwiedzimy te bardziej i mniej znane zabytki
• spędzimy wakacje oryginalnie i nieszablonowo
• zyskamy świadomość swego ciała, jego potrzeb, cykli
• odzyskamy swoją wewnętrzną Boginię opiekunkę i doradczynię
• blokujące Nas przekonania przekujemy na pozytywne wzorce
• obudzimy motywację, kreatywność i nowe pomysły do realizacji
• poszukamy źródeł swojej mocy
• osadzimy w ciele – poczujemy radość z własnej zmysłowości
• odpoczniemy i naładujemy się pozytywną energią
• będziemy gotowe na nowy etap w życiu i nowe wyzwania
• zamkniemy stare historię i na nowo narodzimy










Plan Wycieczki   


1. Wylot z Wrocławia  - do Chani 26 maj godzina 17.30 przylot 21. 30 przejazd do hotelu w centrum miasta. Poranne zwiedzanie Chani. Potem autokarem wyprawa do Retimno zwiedzanie pięknej starówki i chwila na plaże. Popołudnie przejazd do hotelu - wieczorne zajęcia. 
2-6 dzień zwiedzanie pałaców, świętych miejsc, miast na krecie połączone z blokami warsztatowymi i ćwiczeniami samodzielnymi i zajęciami w miejscach mocy. 
7- 9 Santorin - odpoczynek  zwiedzanie plus zajęcia wieczorne dla zainteresowanych
10-11 Matala i okolice (pałace, skałki, jaskinie itd) 
Przejazd do Chani 21.30 i powrót do Polski 23.30  




Planujemy zwiedzić Iraklio, Matale, Retimno, Chanie. Poza tym  co najmniej 3 pałace minojskie - Knossos, Fajstos, i Mali. Miejsca mocy oraz zabytki kultury minojskiej - kultury bogiń. Powędrujemy ścieżkami Bogiń jakie dane mi było poznać. Udamy się na spotkanie Bogiń matek i wężowych Bogiń. Zwiedzimy te mniej uczęszczane miejsca kultu, miejsca gdzie można jeszcze poczuć emanacje wciąż żywych Bogiń. Udamy się na 3 dni na starożytną Santorini (Thiara) - gdzie zwiedzimy najpiękniejsze miasto Oya, ponad to czarne i białe plaże, starożytne Akrotiri, oraz stolicę wyspy. Będzie czas zagubić się w plątaninie uliczek w urokliwych zakątkach miast, oraz zapuścić w dziką przyrodę. Napawać słońcem, wodą. Degustować smakołyki lokalne i bawić się. 

Plan zajęć wpisany jest w rytm wyprawy, będziemy pracować w miejscach kultu, medytować na plażach, w jaskiniach. Dodatkowo zapewniamy wędrówkę poprzez czas i przestrzeń wyspy opowiemy o mitach, rytuałach, postaramy się wejrzeć w przeszłość wyspy. 

Pracować będziemy metodą konstelacji z Boginiami, poprzez pracę z mitem osobistym i za pomocą rytuałów. 

Wszelkie szczegóły organizacyjne pojawią się niebawem na stronie oraz na spotkaniu organizacyjnym w grudniu. 

A poniżej link do opisu z poprzedniej wyprawy na wyspy z czerwca 2012 roku: http://kobietawrozwoju.blogspot.com/2012_09_01_archive.html

Kontakt: Anna Rataj telefon 722-39-22-80, mail twoja@mitycznaprzestrzen.pl 

                                                   
                                       Inwestycja

               
                          Koszta liczone z szybką rezerwacją – styczeń 2014



  1. Noclegi pokoje 2 osobowe nieraz trzy zależnie od chęci i potrzeb uczestniczek. 1200 – to koszt 10 noclegów większość ze śniadaniem.
  2. Przelot z Wrocławia do Chani ( 2 strony) 550 – 600 zł na dzień 29 listopad – ostatecznie zależeć będzie od dnia zakupu
  3. Wstępy do muzeów, pałaców – 35 euro
  4. Prom plus wodolot – koszt z zeszłego roku – 55 euro (cena zaokrąglona)
Koszt ten podany zostanie dokładnie później kiedy już pojawią się promy na nowy rok
  1. Koszt warsztatów: 900 zł przy deklaracji do marca 800 zł!!!
  2. Autokar – pertraktujemy cena zostanie podana niebawem.
Wyżywienie we własnym zakresie (poza śniadaniami wliczonymi w 8 noclegów może w 10 zależy, kiedy zarezerwujemy). Wynika to z objazdowego charakteru wyprawy.




O mnie
                                                       

                                                    
  Anna Rataj jestem: Trenerem rozwoju osobistego - systemu opartego na moich autorskich metodach pracy poprzez; mity, boginie, archetypy, dialogi z subosobowościami, aż po konstelacje planetarne. Techniki jakie stosuje to mieszanka astrologii i różnorodnych kierunków terapeutycznych. Oparte  są one m.in. o moje doświadczenia w pracy z ustawieniami, oraz techniki pracy ze ścieżką serca. Zainspirowane również poprzez "The Mythic Path" S. Krippnera i D. Feinsteina oraz rodzimą Mitoterapie. Ostatecznie wzbogacone elementami Szkoły Integracji Osobowości i Panoramę Społeczną.  Badaczem mitów - stad już o krok od poszukiwania głębszych znaczeń. Do poszukiwania mitów funkcjonujących społecznie jak i tych które odwiecznie nosimy w sobie zapisane. Więcej na stronie: www.mitycznaprzestrzen.pl






Recenzje:



- Jestem bardzo zadowolona z warsztatów u Ani Rataj. Pozwoliły mi zmierzyć się z tym, co miałam głęboko zepchnięte do podświadomości i co powstrzymywało mnie w drodze naprzód. Obecność tak doświadczonej i empatycznej trenerki pomogła mi się z tym "czymś" zmierzyć i w rezultacie zmieniam swoje życie na lepsze. Polecam pracę z Anną Rataj serdecznie każdemu kto chce porozmawiać ze sobą, zmierzyć się ze sobą, wreszcie - odnaleźć siebie.
Olga



- Anna Rataj z delikatnością "zagląda za podszewkę" emocji by dostrzec powiązania i zależności, których nikt inny nie potrafiłby zobaczyć. Jest nie tylko przewodnikiem w naszych procesach, ale przede wszystkim rozumiejącym partnerem. Kameralna i przyjazna atmosfera zajęć wspomaga pracę wewnętrzna. Te spotkania nas oczyszczają, transformują i podbudowują".
Ania


- Pojechałam pełna obaw. Szukałam czegoś. Wyjechałam pełna energii i spokoju. Tego mi było trzeba. Cudowne warsztaty, czarowny czas. Spotkałam Was, te, które mi były potrzebne na daną chwilę i stało się. Uspokoiłam mój wewnętrzny głos. Teraz przychodzi powoli czas na refleksje ale i działanie. Dostałam tyle kobiecej energii, że czuję, iż jestem gotowa do podejmowania wyzwań. Dziękuję.